W życiu każdego człowieka czasami nastaje potrzeba zmiany czegoś. Zazwyczaj jest to fryzura, bądź styl. Ja zmieniłem się diametralnie na przestrzeni ostatnich 2 lat i zakończyłem bycie tym klasycznym, zbuntowanym nastolatkiem. Trzeba było ściąć włosy, zmienić ubrania i najzwyczajniej w świecie się ogarnąć. Zmiany zaczęły przybierać niespodziewane rozmiary - nawet rozważam obecnie całkowite rzucenie fast food'ów i szamanie sporej ilości tzw. "zdrowych rzeczy". Ten wpis nie jest jednak o dobrodziejstwach wynikających z jedzenia własnoręcznie zasianej rzeżuchy, więc pozwólcie, że wrócę do tematu.
Zmiany okazały się zakrojone na tak szeroką skalę, że znacznie zmieniłem muzykę, której słucham. Naturalnie, zdarza mi się czasami zaprzęgnąć metal, ale ile można słuchać schematycznych breakdown'ów i chorych solówek? Doszedłem do wniosku, że potrzebuję czegoś nowego. Miałem dość wszelkiej maści muzyki gitarowej, więc postanowiłem sięgnąć po elektronikę i rap. Na tym drugim gatunku chcę się teraz skupić we wpisie.
Jak rap jest postrzegany przez większość ludzi mających więcej, niż 40 lat (przyjmuję, że pierwsze pokolenie słuchaczy rapu w Polse ma teraz nieco więcej, niż 30 lat, mogę się mylić)? Zazwyczaj mówią, że to muzyka robiona przez patusów dla patusów. Biorąc pod uwagę fakt, że słyszeli głównie to, co znajduje się w głównym nurcie, to nie powinno im się dziwić. Peja, RPK, Pih, PFK, czy jakieś inne wynalazki (wiem, że to często klasyki; nie zmienia to jednak faktu, że wywodzą się z patoli), bez względu na swój obecny status, dalej nawija o tym, że na ulicy jest smutno, że skroił jakiegoś typa, bo mógł, a policja to chuj, no i czemu nie można się zjarać? Pomijając tych, którzy się faktycznie wybili i/lub mają łeb na karku, to ludzie inspirujący się takimi tekstami często są patusami. Wiem, że nie powinno się generalizować, więc nie mówię tu nawet o większości słuchaczy, a także wykorzystuję skróty myślowe, więc przepraszam, jeśli ten akapit kogoś uraził.
Kolejna rzecz, która może zrazić, bądź rozśmieszyć potencjalnego odbiorcę jest legendarny "przekaz". Czym on jest? Nie wiem, zapytaj się gimnazjalistów. Szczerze bawi mnie to, gdy ludzie ewidentnie słuchający gimborapu, czy mający inną formę chuja w uszach, doszukują się prawd życiowych w kawałkach swojego ulubionego wierszoklety. Ja starałem się znaleźć ten legendarny przekaz w kilku pierwszych lepszych kawałkach. Oto, co się nauczyłem:
- Kraków to ładne miasto,
- kserowanie Eminema się opłaca,
- to źle, gdy policja karze za rozboje i pobicia,
- na łazarskim rejonie nie jest kolorowo.
Nawet się nieszczególnie starałem, a te cytaty mówią same za siebie. Aczkolwiek muszę przyznać - centrum Krakowa jest bardzo ładne.
Nie ukrywam, że chciałem się odciąć od tej (zazwyczaj) Kambodży mentalno-moralnej, ale nie chciałem zrezygnować ze słuchania rapu. Szczerze przyznam, że jestem szczęściarzem, bo przypadkowo odkryłem coś takiego, jak newschool. Nie mówię, że jest to (zazwyczaj) ambitna przeciwwaga dla niskiego poziomu intelektualnego trueschool'u. To raczej, jak zamienić Kambodżę na Somalię. Trzeba jednak pamiętać, że w Somalii są piraci, a rozbójnictwo morskie jest bengierskie.
Ludzie mają to do siebie, że szybko się nudzą, jeśli coś nie jest dokładnie takie, jakby oczekiwali. Ja za to nie chciałem słuchać płaczliwych wałów o "mordach co poległy jebiąc psiarnię". Co z tego, że spora część niuskulowców nawet nie potrafi dobrze, czy nawet dostatecznie nawinąć? A może historie o szastaniu hajsem, wiecznym melanżu, furach i twerku są nieprawdziwe? Oczywiście, że są. Podoba mi się jednak w tym wszystkim szczerość - chłopaki się nie kryją, że chcą tony hajsu i nie wkręcają kupy w czoło z jakimś przekazem, którego nie ma. Poza tym dobrze się bawią i nie są prawilni na siłę, co można im tylko poczytać na plus. No i czasami zdarzają się świetne nagrania, które mają świeże brzmienie, ale jednocześnie nie są jednym wielkim cykaczem, czy też posiadają jakiś koncept (np. Norma - 200x EP).
Nie chcę potępiać truskulu, ani jego słuchaczy. Zdaję sobie sprawę, że niektóre osoby mogły zostać urażone tym tekstem i w całości je rozumiem. Nie miałem na myśli przeciętnych truskuli, tylko patusów i prawilniaków. Z miłą chęcią zapoznam sę z Twoim zdaniem i porozmawiam z Tobą w komentarzach.
Na koniec mogę napisać małe, paraekonomiczne podsumowanie. Nie bez kozyry mówi się przemysł muzyczny. Dzisiaj piosenek się nie pisze, tylko się je produkuje. Jedne produkty siedzą jednym, drugie innym. Grunt to znaleźć takie, które będą Ci pasować.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń