Walentynki to dzień tak różny, jak wiele osób go obchodzi. Wiadomo, że są ci, którzy będą gadać z drugą połówką o fajnych rzeczach, inni się oświadczą #sztampa, a jeszcze inni prawdopodobnie spędzą pół dnia na płaczu i masturbacji. Ten post jest poświęcony tym, którzy chcą zaimponować adorowanej osobie pomysłowością w kuchni, a przy okazji, choć może przede wszystkim, podkręcić temperaturę wzajemnych relacji.
Kto nie słyszał o afrodyzjakach? Chyba nikt. Część z nich faktycznie może działać, a działanie innych może potencjalnie zwiększyć popęd, czy przygotować organizm do akcji. Jest jednak kilka problemów. Nie mam nawet na myśli tego, czy faktycznie zadziałają, ale raczej proste kwestie estetyczne. Na przykład nie podbijesz swojej atrakcyjności jedząc czosnek, chociaż niby dobrze stymuluje organizm, a Twoja kochana może uznać, że ostrygi to jakieś paskudne i obrzydliwe gluty z morza i będzie mieć w sumie rację. Mój przepis będzie zawierał zarówno substancje dobre w teorii, jak i te faktycznie stymulujące hormony i pozwalające iskrzyć.
- Piri piri, bądź inne małe, ostre papryczki,
- czekolada mleczna,
- kieliszek whisky,
- cynamon.
Dobra, to nie będzie zbyt trudne - stopić czekoladę, dodać do niej whisky i sporą szczyptę cynamonu. Maczać papryczki w miksturze i jeść na bieżąco, albo zostawić do zastygnięcia. Proste, nie? To teraz trochę teorii dot. doboru składników:
- kapsaicyna zawarta w papryczkach zwiększa ciepłotę ciała i podnosi tętno,
- olejki eteryczne w cynamonie pełnią taką samą funkcję, jak kapsaicyna w tym wypadku,
- czekolada pozytywnie wpływa na produkcję hormonów szczęścia, a tłuszcz i cukry w niej zawarte dają energię do działania,
- alkohol zawsze wszystko ułatwia w tych sprawach.
Mam nadzieję, że świetnie spędzicie dzisiejszy dzień. Pozdrawiam Was i życzę powodzenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz