O byciu studentem krąży wiele opowieści. Większość z nich jest prawdziwa, nie da się ukryć. Imprezy, sesja, głód - to wszystko mniej, lub bardziej się zarysowuje w studenckim życiu. Chcę opowedzieć w tym wpisie o głodzie i jak go zwalczać z klasą i za niewielki pieniądz.
W odległości 2 przystanków od mojego bloku znajduje się zatrzęsienie supermarketów: Piotr i Paweł, Biedronka, 2 Almy, EPI i Dino, a każdy z nich oddalony o maksymalnie 10 minut spacerem od mojego domu. Pokaźna liczba, trzeba przyznać.
Pamiętam, że kiedyś moim podstawowym sposobem na przetrwanie było spożywanie dużych ilości mrożonych pierogów. Metoda z pewnością generuje małe koszty, ale nie ma róży bez kolców. Takie pierogi rzadko kiedy są faktycznie dobre, nieczęsto też dostarczają wszystkich potrzebnych składników odżywczych. Poza tym tak się nimi przejadłem przez ostatnie lata, że nie mogę się nawet na nie teraz patrzeć i jem je tylko wtedy, gdy istnieje taka konieczność. Ostatnio jadłem sporo krokietów, zobaczymy kiedy mi zbrzydną.
Kolejna opcja, która pozwala zmieścić się w 20 zł w ciągu tygodnia, ale jest jednocześnie skrajnie niezdrowa, to coś, co nazywam "podrasowanymi zapychaczami". Przeciętny obiad składa się z mięsa, sałatki i jakiegoś zapychacza, np. ryżu. Najtańszy element często jest też najbardziej sycący, więc można wyeliminować mięso i sałatkę i jechać na samym zapychaczu z jakimiś fajnymi przyprawami. Smażony ryż, czy spaghetti aglio e olio to w końcu klasyki. Dużym problemem tej diety jest jednak fakt, że prawie nie dostarczamy białek, a jedynie węglowodany i tłuszcze, co na dłuższą metę może się bardzo źle odbić na naszej kondycji.
Nie jestem jakimś wielkim zwolennikiem okresowych promocji. Bardzo rzadko różnica w cenie jest faktycznie taka, aby mogła nakłonić do zakupu jakiegoś produktu. Czasami jednak mogą się trafić istne perełki. Pamiętam jedną promocję w Almie, gdy całkiem dobre piwo, czyli Lwówek Ratuszowy kosztowało bodajże 1,70 zł, plus kaucja. Cena bardzo dobra, jak na taki produkt. Co jednak z tym "prestiżem", o którym wspomniałem w tytule?
Mój optymalny sposób na robienie zakupów dotyczy tylko sklepów sieci Alma. W innych nie zauważyłem odpowiedników. Otóż w pewnym miejscu w sklepie znajdują się duże, wiklinowe kosze, a w nich można czasem znaleźć prawdziwe skarby za pół ceny. Pokażcie mi inne miejsce, w którym mogę kupić 200 gram gorgonzoli (faktycznie z Włoch) za 8 zł. Serek kanapkowy jest tańszy o 4 grosze, niż w Dino? Biorę! Kabanosy z łososia wcale nie muszą kosztować 9 dych za kilo. No i raz kupiłem pół litra kefiru za 50 gr. Naturalnie, nie da się długo składować takiej żywności, a oferta jest losowa, ale zazwyczaj można dorwać produkty klasy premium w cenie ich codziennych substytutów.
Na studiach zaczyna dostrzegać się jak ważna dla zdrowia człowieka jest różnorodna dieta. Nie da się jeść tylko jedej rzeczy bez uszczerbku na zdrowiu. Dlatego też, jeśli miałbym powiedzieć jak wygląda optymalna studencka dieta, to powiedziałbym, że jest to zręczne połączenie tanich produktów, zapychaczy, rzeczy krótkoterminowych i artykułów promocyjnych. Ważne jest to, aby często jeść mięso i ryby, bo stanowią one wartiościowe źródło tłuszczów i białek #beargrylls
Jeszcze jedna rzecz. W Almie w Arkadach jest teraz fajna promocja na szponder wołowy. Coś mi mówi, że przez kilka dni będę jadł steki ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz