Jestem absolutnie zdruzgotany. Szczerze przyznam, że mam jednocześnie ochotę napisać ten post, ale z drugiej strony, to jak pomyślę o tym, co wczoraj widziałem, to czuję skrajne zniesmaczenie i potrzebę bardzo głośnego przeklinania. Ten tekst nie będzie miły i uroczy, więc jeśli nie przepadasz za wulgaryzmami, to lepiej zaprzestań jego czytanie.
Sztuka nowoczesna zawsze wydawała mi się głupią i śmieszną sprawą. Wiecie, kwadraty symbolizujące pustkę we wszechświecie, bazgroły pt. "Matka Ośmiu" (nie wiem, czy coś takiego jak "Matka Ośmiu istnieje, ale trzeba przyznać, że nadawałoby się na nazwę bohomazu wykonanego przy pomocy gówna rozcieńczonego łzami), czy jakieś inne rzeczy, za które ludzie uważający się za koneserów i krytyków sztuki są w stanie zapłacić gruby hajs. Podczas zeszłorocznej nocy muzeów (świetna sprawa, każdemu polecam) przykładowo wylądowałem z moją kochaną i kilkoma koleżankami z Azji w Muzeum Narodowym we Wrocławiu. Cóż, okazało się, że jestem pechowcem, bo weszliśmy na ekspozycję sztuki nowoczesnej. Dookoła wisiały jakieś eksponaty, których nie jestem za bardzo w stanie opisać. Szczerze przyznam, że poczułem ulgę wychodząc stamtąd. Miałem nadzieję, że już nigdy nie będę musiał doświadczać wątpliwej przyjemności patrzenia się na dziwne bazgroły z, ponoć, drugim dnem.
Kocham moją dziewczynę. Zazwyczaj podejmuje świetne decyzje związane ze wszystkim. Niestety, moja kochana absolutnie spieprzyła sprawę, ponieważ męczyła mi bułę, abym z nią poszedł do Muzeum Współczesnego Wrocław. Nie rozumiem czemu jej się podobają takie rzeczy i nie chcę tego wiedzieć. Ostatecznie poszliśmy wczoraj do tego muzeum i było jeszcze gorzej, niż myślałem.
Oczekiwałem mnóstwa surrealistycznych obrazów i kilku dziwnych rzeźb.Wyobraźcie sobie jak wielkie było moje zaskoczenie, gdy po wejściu na piętro zobaczyłem sporą, panoramiczną instalację przedstawiającą jakieś osiedle i mnóstwo bezsensownych rzeczy na niej. Po chwili odkryliśmy, że te rzeczy można odklejać i przyklejać w dowolnych miejscach. O kurwa, sztuka mocno. Nakleiłem pietruszkę na człowieka. MÓW MNIE REMBRANDT. Trochę szkoda, że to było zdecydowanie najlepsze "dzieło", na które się tam natknęliśmy. 2 kolejne piętra były wypchane cyganami. Wszędzie można było znaleźć ich zdjęcia i obrazy, a także w większej części filmy kiepskiej jakości kręcone telefonem. Gówno przedstawiały. Wyżej było coś, czego nie pamiętam, takie to było fascynujące. Później jeszcze jedno piętro z losowymi animacjami, kilkoma meblami i gównianymi eksponatami, których nawet nie warto opisywać. No i kawiarenka na dachu. Drogo tam było, ale leciał za to przyjemny house. Jedyny plus tego przybytku.
Po wyjściu ogarnęła mnie niewyobrażalna radość. Sięgnąłem do kieszeni kurtki, podrzuciłem do góry kilka paragonów i pozwoliłem im swobodnie spaść na ziemię. Nazwałem tę instalację "Upadek". Symbolizuje ona przemijanie dóbr materialnych. Niestety, miłośnicy "sztuki", instalacja jest już nieczynna, bo pozbierałem te paragony. Jestem jednak w stanie odtworzyć ją za 200 zł. Każdorazowo. Plus zwrot kosztów podróży.
Nie jestem pewien jak jest utrzymywane to muzeum, ale założę się, że przez państwo. Państwo zabiera lwią część naszych wypłat, aby ktoś mógł wywiesić swoje zdjęcia cyganów (no i aby Trynkiewicz mógł teraz być chroniony i mieć mieszkanie). Co za pajac to finansuje i co za większy pajac nazywa to sztuką? Przecież te "rzeczy" nie przesyłają za sobą żadnych wartości, czy emocji, a wykonanie większości z nich wymaga pocierania odbytem o płótno.
Artystą nowoczesnym może być każdy. Wystarczy jedynie zrobić coś chujowo, a potem dorobić do tego historyjkę.
Pamiętacie, jak kilka miesięcy temu jakiś student w Gdańsku postawił tuż obok posągu komunistycznych okupantów rzeźbę przedstawiającą rosyjskiego żołnierza gwałcącego kobietę? To jest sztuka. Ważna, niosąca emocje i informacje. A nie zdjęcie jakiego pierdolonego kaktusa z Paragwaju, który mogę przykleić na zdjęcie mężczyzny stojącego koło boiska do koszykówki.
Serdecznie odradzam wizytę w Muzeum Nowoczesnym Wrocław. Byłoby świetnie, gdyby te wszystkie "dzieła" uległy zniszczeniu. Zdecydowanie nie polecam i przysięgam, że zawsze, gdy będę na pl. Strzegomskim, będę pokazywał środkowy palec w kierunku tego gmachu.
No i wydałem 5 zł za wstęp. To zdecydowanie najgorzej wydane 5 zł w moim życiu.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńFragment "Nakleiłem pietruszkę na człowieka. MÓW MNIE REMBRANDT" mnie rozwalił.Ja również nie rozumiem współczesnych twórców i ich dziwnych prac. Kiedyś to było coś, a teraz jak nie odurzysz się czymś mocnym to nie dojdziesz co autor miał na myśli. Zazwyczaj nic nie mają na myśli tworzą by mieć na chleb, a to ludzie dopowiadają wizję i tak mamy nowych artystów. Świetny tekst ;)
OdpowiedzUsuńŚwietny tekst, Azer!
OdpowiedzUsuńW gwoli ścisłości: sztuka nowoczesna to zaledwie niewielki odsetek sztuki współczesnej (pewnie to wiesz, ale wiele osób używa synonimicznie tych dwóch pojęć). Takie absurdy, wbrew pozorom, nie dominują. Do łask wraca fotorealizm i wariacje na jego temat, a w rzeźbie pojawia się hiperrealizm z uwzględnieniem fizjologii skóry (pory, pot, etc). Polecam prace Rona Muecka - naturalistyczne momenty z życia ludzkiego i zabawa skalą. Czy świetne dzieła Patricii Piccinini - czyli osobiście uwielbiane przeze mnie, ale szokujące wizje na temat transhumanizmu i eksperymentów nad ludzką rasą.
Nie ma co sobie psuć krwi z powodu pietruszki na ryju, Azer :) Sztuka ma jeszcze coś do powiedzenia.